 |
Rodział XI
Kaznodzieja Mistycznej Świątyni
Kto jest zwyczajnym kaznodzieją naszej
Świątyni? Płomiennym, że nigdy nie traci zapału? Surowym, że nigdy nie
pochlebia? Pilnym, że najmniejsze czy największe nasze uchybienia
natychmiast nam wytyka i odsłania, jak też wskazuje to, co należy
naprawić i grzmi na to, czego unikać? To właśnie sumienie [jest tym
czynnikiem], który spełnia w nas ten obowiązek kaznodziei, czujne,
niczego nie ukrywające.
Nie wiedziałbym co zmieniło wyraz twarzy
Kaina, gdy Bóg nie wejrzał na jego ofiarę, tak, że i sam Bóg był
zmuszony go zapytać: "czemu zapadła ci twarz?" (Rdz 4,6). Nie
wiedziałbym, mówię [dobitnie], przyczyny tego stanu rzeczy, gdyby mi po
mądrym zbadaniu nie wyjaśnił jej w następujących słowach wielce mądry
Ambroży : "Kain posmutniał, ponieważ jego sumienie uświadomiło mu, że Bogu nie
podobała się jego ofiara". Bóg nie wejrzał na dary Kaina i oto
natychmiast właściwy i najbardziej niestrudzony w nawoływaniu
kaznodzieja [woła]: Co uczyniłeś? Dlaczego nie zostały przyjęte twoje
dary? Może ofiarowałeś je ze złą intencją? Że nie zjednałeś sobie
życzliwości Boga, lecz raczej rozgniewałeś Go na siebie, co uczyniłeś?
Słowa tego kaznodziei prawie pozbawiły Kaina ducha i cała twarz mu
pobladła.
Podobna rzecz wydarzyła się z Abimelechem,
królem palestyńskim. Zobaczył on, że Izaak wzbogacił się i stał się
sławnym przybyszem w jego królestwie. Podburzony przez zazdroszczących
mu Palestyńczyków, wydalił go z kraju i kazał mu trzymać się z daleka
od jego królestwa. "Odejdź od nas” - mówił – „stałeś bowiem daleko od
nas możniejszym" (Rdz 26,16). Nieco później, gdy Izaak zatrzymał się w
Bersabee, nie mniej potężny jak w Palestynie, przyszedł do niego
Abimelech z dwoma innymi przyjaciółmi i mówi: "Niech będzie przysięga
między nami i uczyńmy przymierze, abyś nam nie czynił nic złego" (Rdz
26,28-29]. Któż, Abimelechu, rzucił na ciebie postrach przed potęgą
Izaaka? Kto przekonał do pojednania się z nim i zawarcia wiecznego
przymierza? To ów dzielny kaznodzieja – sumienie. Tak też sądząc
Złotousty Biskup ,
mówi: "Niesprawiedliwie wygnali Izaaka z własnego kraju, a teraz
przymuszani przez sumienie, spójrz, jak szybko sami siebie ganią, choć
nikt inny ich nie zmusza, ani nie wypomina czynów". Ledwie Izaak
wyszedł z Palestyny, a natychmiast przystąpił do
Abimelecha jego osobisty kaznodzieja i przemawia donośnym głosem: Więc
rzeczywiście uczciwego człowieka wypędziłeś niegodziwie ze swego
królestwa? Więc rzeczywiście prawego bezprawnie wyrzuciłeś poza
granice? Uważasz, że ujdzie ci to bezkarnie? Czy sądzisz, że nie otacza
go opieka Boga? Co więcej, być może ten właśnie potomek Abrahama nie
przemilczy doznanej krzywdy? Przez twą nierozwagę nowa wojna przeciwko
tobie zostanie wzniecona. Abimelech, poruszony tymi wyrzutami sumienia,
przyszedł do Izaaka, błagał o przebaczenie, i uroczystą przysięgą
uczynił go swoim przyjacielem.
Wnukowie tego Izaaka, mający spożywać
śniadanie u swojego brata (ale przez nich nie rozpoznanego) Józefa,
namiestnika Egiptu, byli dręczeni tak gwałtownymi niepokojami
wewnętrznymi, że pełni lęku i wątpliwości co do swego bezpieczeństwa
przy gościnnym - by nie powiedzieć - braterskim stole, roztrząsali
między sobą: "Dla pieniędzy, któreśmy pierwej odnieśli […..],
wwiedziono nas, aby potwarz na nas rzucił" [Rdz 43,18] .
Jak gdyby Józef najłagodniejszy to zamyślał. Ale, co słusznie napisał
Lipoman, "Sumienia niegodziwych takie są, że nawet w pomyślności bledną
ze strachu. Ilekroć bowiem są świadomi własnych podłości, podejrzewają
o zło nawet rzeczy dobre, i te, które innym mogłyby dać poczucie
bezpieczeństwa i radość". Porzuciliście niegdyś swój posiłek,
potomkowie Jakuba, mając sprzedać Józefa Izmaelitom! Bardzo słusznie
więc teraz zachęceni do jego uczty drżycie, jakby mając umrzeć.
Słusznie tak cierpicie, ponieważ zgrzeszyliście przeciwko swemu bratu.
Czyż nie poucza was wytrwale ten wasz kaznodzieja - sumienie?
Błogosławiony, który zwraca uwagę na tego
mówcę i jest mu posłuszny. Nie potrzeba by było wielu książek, ani
bardzo gorliwych kaznodziejów; gdybyśmy jedynie uważali na szepty i
głosy naszego sumienia, nie dopuścilibyśmy się niczego złego, niczego
haniebnego, niczego bezbożnego. To zaś, czegośmy się dopuścili,
zmylibyśmy natychmiast i od upadku natychmiast wrócilibyśmy do zgody ze
zranionym Bogiem.
Należy tu posłuchać Bernarda ,
który tak mówi: "Grzechów moich ukryć nie mogę, bo dokądkolwiek pójdę,
jest ze mną moje sumienie. Niesie ze sobą cokolwiek w nie włożyłem, czy
dobre, czy złe. Depozyt, który wzięło na przechowanie, zachowuje za
życia i zwróci przy śmierci. Jest obecne, jeśli czynię źle. Jeżeli zaś
wydaje
mi się, że czynię dobrze i chwalę się z tego powodu, ono również jest
obecne. Jest obecne przy żywym, idzie za zmarłym. Wszędzie chwałą lub
pohańbieniem jest dla mnie nieodłącznym, w zależności od jakości
depozytu. Tak, tak we własnym domu i ze [strony] własnej rodziny mam
oskarżycieli, świadków, sędziów i katów. Oskarża mnie sumienie,
świadkiem jest pamięć, sędzią - rozum, więzieniem – rozkosz zmysłowa,
katem - strach, rozkosz - torturą" (Rozm. rozdz.13).
Żaden Cyceron nie oskarża swojego Werresa tak skutecznie jak sumienie; równocześnie przekonuje, skazuje i zarazem dręczy grzesznika samym jego występkiem. Jest właśnie
z nami związany ten oskarżyciel, co nawet uznał Rzymski Mędrzec,
gdy powiedział: "Nigdy nie ma pewności pozostania w ukryciu, nawet dla
ukrywających się, gdyż obwinia ich sumienie i samych sobie ujawnia" (Do
Lucyllusza list 97). Słuchajmy więc sumienia, a będziemy zbawieni.
Nikt nie jest dla nas bliższym doradcą, nikt wierniejszym; bylebyśmy go
nie zepsuli, dobierając sobie „nauczycieli łechcących uszy” .
Lew,
jak podaje bajka, zwszy [sobie] żołądek, zaczął zionąć bardzo
nieprzyjemną wonią. Zapytał niedźwiedzia, czy on ją czuje. Gdy ten
odpowiedział szczerze, [lew] go rozszarpał, nie znosząc prawdy. Potem
zapytał wilka. Ten, widząc śmierć poprzednika, zaprzeczył. Ale i on
został rozszarpany z powodu wyraźnego i oczywistego kłamstwa. Na koniec
przywołany lis, skoro poczuł
przygotowaną śmierć, więc udał, że ma katar i pod najsolenniejszą
przysięgą stwierdził, iż wskutek stępionego węchu nie może rozpoznać
oddechu lwa. Takie niekiedy i my odlewamy sobie sumienie z fikcji i
udawania. Bernard mówi: „Lisim zupełnie sumieniem jest: opieszały
sposób postępowania, przyziemne myślenie, nieszczera spowiedź,
krótkotrwała i nieczęsta skrucha, posłuszeństwo bez uległości, modlitwa
bez uwagi, czytanie bez zbudowania duchowego, rozmowa nieoględna"
(Rozm. 11). Od tego rodzaju sumienia wybaw nas, Panie! Bo Ty nie
sądzisz według ludzkiego rozeznania, lecz jak znasz bieg wszystkich
spraw, tak osądzasz. Zaszczep więc we mnie poprawny osąd, daj prawe
sumienie i chęć gorliwego i trwałego posłuszeństwa imieniu.
Zob. rozdz. I, przyp. 5.
Św. Jan Złotousty [Chryzostom](ok.
350-407), patriarcha Konstantynopola, sławny z wymowy. Jest jednym z
wielkich doktorów Kościoła Powszechnego na Wschodzie. Jego spuścizna
literacka w wydaniu Migne'a obejmuje 18 tomów. Troszczył się o chorych,
występował w obronie ubogich i pokrzywdzonych, gromił zbytek bogatych i
przez to naraził się dworowi cesarskiemu. Prześladowany przez cesarzową
Eudoksję zmarł na wygnaniu.
Por. Rdz 42,25-28.
Zob. rozdz. II, przyp.4.
Por. Rozmyślania ułożone przez śś.
Augustyna i Bernarda, dwóch wielkich doktorów Kościoła, a
przetłumaczone przez ks. J.R., Płock 1894, s. 224.
Marek Tulliusz Cycero (106-44 przed
Chr.), najwybitniejszy mówca, teoretyk wymowy, stylista, filozof.
Werres(Caius Licinius Verres), I wiek
przed Chr. W latach 74-71 namiestnik prowincji Sycylii, gdzie dopuścił
się ogromnych zdzierstw i nadużyć. W 70 r. na prośby delegacji miast
sycylijskich Cyceron podjął się oskarżenia go. Zgromadził materiały
rzeczowe tak obciążające Werresa, że ten, nie czekając na wynik
procesu, udał się dobrowolnie na wygnanie.
Zob. rozdz. III, przyp. 3.
Stanisław Stabryła w Lucjusz Seneka. Myśli,
Kraków 1989, odnośny tekst przetłumaczył następująco: Ludzie,
którzy nawet ukrywają swe zbrodnie, nigdy nie mają pewności ukrycia,
gdyż demaskuje ich własne sumienie i samym sobie ujawnia.
Por. 2Tm 4,3.
Por. Rozmyślania ułożone przez
śś. Augustyna i Bernarda, dwóch wielkich doktorów Kościoła, a
przetłumaczone przez ks. J.R., Płock 1894, s. 221.
|